Podróż sentymentalna… na Ukrainę

Podróż na Ukrainę była  krótka, spontaniczna i bardzo sentymentalna. Odkąd pamiętam, chciałam odwiedzić miasteczko, z którego pochodziła rodzina mojego ojca, nigdy jednak nie było ku temu sprzyjających okoliczności. W końcu udało się nie tylko poznać ten “raj utracony”, ale również ukraińską część rodziny, która do tej pory tam mieszka.

Busk – przed II wojną światową nazywany galicyjską Wenecją ze względu na 3 rzeki, które przecinają to niewielkie miasteczko oraz liczne mosty i mostki. To tutaj do 1956 roku (o ile dobrze pamiętam) mieszkał mój ojciec z rodzicami i bratem. Od tego roku Busk stanowił “raj utracony”, był tematem rozmów, wspomnień i ogromnej tęsknoty. Z dawnej świetności miasteczka – jednego z grodów czerwieńskich, później gniazda słynnej w Galicji rodziny Badenich, moim zdaniem niewiele pozostało. Centrum, w porównaniu do polskich miast tej wielkości, wygląda nieco przerażająco – szczególnie plac, na którym mieści się dworzec autobusowy, dziura na dziurze, stare autobusy w niezbyt dobrym stanie. Bardziej malowniczą stronę miasteczka poznaliśmy w trakcie poszukiwań rodziny. 

dworzec autobusowy w centrum miasteczka, a raczej główny plac, wokół którego skupione są sklepiki i stragany; w pobliżu mieści się park z pałacem Badenich, w którym ulokowało się wojsko.

kościół rzymsko-katolicki i parafia pod wezwaniem św. Stanisława, istnieje w Busku od 1411 roku. Władze komunistyczne zamieniły kościół na magazyn filmów i zamknęły dla wiernych. W 1989 roku zwrócono kościół wiernym, a od 1992 opiekują się nim polscy Księża Saletyni.

cerkiew p.w. św. Paraskewii – zbudowana w 1708, w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku przeszła renowację, dzisiaj  nieczynna dla wiernych. Znajduje się w bardzo malowniczym miejscu, niedaleko Bugu i cmentarza żydowskiego.  

buska synagoga powstała w latach 1842-1843, w czasach powojennych pełniła funkcję   magazynu, dzisiaj służy zborowi ewangelickiemu. Najwcześniejsza wzmianka o żydowskiej społeczności w Busku pochodzi z 1510 roku. Według źródeł w 1931 roku w miasteczku mieszkało 1840 Żydów. W wyniku likwidacji getta w 1943 roku gmina żydowska uległa zagładzie. 

cmentarz żydowski założony w XV w., o czym m.in. świadczy płyta nagrobna z tego okresu, położony nad rzeką, zdewastowany, porośnięty krzakami, pasą się na nim zwierzęta. Cmentarz dzieli się na dwie sekcje: damską i męską, co można rozpoznać m.in. po symbolice na płytach. W różnych źródłach wyczytałam, że znajduje się na nim od 100-500 kamiennych nagrobków, wiele zostało ukradzionych i wykorzystanych jako materiały budowlane. Po wojnie na terenie cmentarza powstały zabudowania, tablice “wrzynają” się w podwórka, a może nawet bardziej wystają spomiędzy zabudowań.  

Lwów – to jedno z najbardziej bliskich memu sercu miast, na co zapewne niebagatelny wpływ ma jego  mitologizacja jako swoistego “raju utraconego” przez moją rodzinę, jako że Busk leży około 40 km od Lwowa, obie miejscowości zawsze były dla mnie nierozłączne. Działający bardzo mocno  na wyobraźnię  obraz miasta stworzył Krajewski w swoich powieściach kryminalnych, których bohater, Popielski, wręcz czerpał ogromną przyjemność z bycia lwowianinem. Na kartach powieści mnożyły się realistyczne opisy przedwojennego miasta. Co ważne, rzeczywistość mnie nie rozczarowała, powiem więcej, oczarowała. To tutaj ( a może ogólnie na Ukrainie) spotkaliśmy się z niespotykaną ludzką życzliwością i otwartością, uosobioną choćby przez taksówkarza, który “pilotował” nas do hotelu, gdy nawigacja odmówiła współpracy. Wspomnę, że nie chciał przyjąć pieniędzy za swoją fatygę. To tutaj czuło się artystyczną duszę tego wielokulturowego przez setki lat miasta. Na ulicy stało pianino, na którym mógł zagrać każdy, kto o grze ma jakieś pojęcie. Tak więc w kolejce “do grania” stały osoby w różnym wieku. Obok pianina umieszczonego przy katedrze, tuż przy Rynku, patrzyły na nas twarze Galicjan sprzed stu lat, pewnie byli wśród nich Polacy, Ukraińcy, Niemcy, Żydzi, Ormianie, Czesi, Rosjanie. Uważnie wpatrywali się w przechodzących mieszkańców i turystów. To tutaj można wypić kawę po lwowsku, zjeść prawdziwy barszcz, pierogi i strudel. To tutaj na ulicy tańczą tango i grają w szachy. To tutaj można znaleźć liczne ślady naszych polskich przodków, którzy wraz z innymi nacjami współtworzyli to niezwykłe miasto. 

Cmentarz Obrońców Lwowa – znajdują się tam mogiły uczestników Obrony Lwowa i Małopolski Wschodniej 1918-1920.

Cmentarz Łyczakowski – najstarsza nekropolia Lwowa,został założony w 1786, jak podają różne źródła, w miejscu szesnastowiecznego cmentarza dla umarłych na dżumę. Pochowana jest tutaj między innymi Maria Konopnicka. 

pomnik Adama Mickiewicza – odsłonięty w 1904 roku, przetrwał do naszych czasów, przed wojną podobno złośliwie nazywany ołówkiem.

palarnia kawy –mieści się przy lwowskim Rynku. Zapach kawy unosi się wokół nieprzypadkowo, przypomina wszystkim, że Lwów to ukraińska stolica kawy. Odbywa się tutaj nawet Festiwal Kawy. Pierwsze kawiarnie pojawiły się podobno we Lwowie pod koniec XVIII wieku za sprawą Austriaków. 

Opera Lwowska – dzieło wybitnego Gorgolewskiego, o którego rzekomo samobójczej śmierci można znaleźć informacje w niejednym przewodniku. 

lwowski ratusz, którego nie tylko strzegą dwa postawione przed wejściem lwy, ale wiele lwów, którymi wykończona jest każda stojąca w Rynku ławeczka. Wokół przepiękne kamienice.

1 thought on “Podróż sentymentalna… na Ukrainę”

Zapraszam do komentowania!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s