Tańcząca z Gruzją czyli “Georgialiki” Katarzyny Pakosińskiej

Gruzja znajduje się na liście moich wymarzonych wakacji od dawna, w tym roku byłam bliska wyjazdu, miałam nawet bilet, ale w końcu podróż odwołałam. Dzisiaj jestem przekonana, że pewnie to nie był  “ten” czas na wędrówkę  po tej słonecznej krainie wina. Do Tbilisi nie doleciałam, jak planowałam, jednak dzięki książce Katarzyny Pakosińskiej na długie wieczory przeniosłam się nie tylko  do malowniczej Swanetii, pięknego Bordżomi czy  słonecznego Batumi, ale poznałam również przepisy, historie miłosne (polsko-gruzińskie), niezwykłe toasty, historie zwykłych ludzi, losy kraju, a także zapadające w pamięć legendy. Dzisiaj podzielę się z Wami najciekawszymi wyjątkami z tej barwnej i jakże osobistej publikacji Pakosińskiej, dopisek w tytule wszak informuje, że jest to książka “pakosińsko-gruzińska”. 

Na początku poznajemy starą legendę o powstaniu Gruzji, kraju, gdzie, jak pisze autorka, “można w ciągu czterdziestu ośmiu godzin przeżyć wszystkie cztery pory roku”. Nie przytoczę opowieści, by nie zniechęcić do lektury książki, powiem tylko, że gruzińska cierpliwość w kolejce do Boga rozdającego narodom ziemie opłaciła się, bowiem Gruzja to góry, morze, pustynie, jeziora, łąki. To miejsce tak urozmaicone geograficznie i piękne,  że można zakochać się w nim na zabój. Pakosińska sprawnie prowadzi nas nie tylko poprzez kolejne regiony, które odwiedziła, dzięki niej poznajemy i tradycje, i kulturę, i kuchnię gruzińską od podszewki. Mnie bardzo wzruszyła historia miłości autorki i Gruzina, kiedy oboje byli bardzo młodzi oraz opis ich spotkania po latach. Nie będę zdradzała szczegółów, ale przyznam, że opowieść chwyta za serce.  Autorka sprawnie przeplata dawne losy kraju, z tymi najbardziej współczesnymi i bolesnymi. Z książki dowiadujemy się także, jaki jest współczesny Gruzin, dlaczego w Kachetii “nie warto pukać do drzwi”, jak przygotować kawę z czosnkiem w Adżarii, czy jak zagwarantować sobie szczęście dzięki drzewu pragnień przy klasztorze Dżwari w Tbilisi. W mojej pamięci pozostały barwne toasty, które wpisują się w gruzińską tradycję długiego biesiadowania. Nie są one zwyczajne. Przytoczę jeden z nich, z życzeniem, by się spełnił. 

“Bóg ulepił z gliny Adama.

Ten, gdy przeszedł się po rajskim ogrodzie,

poczuł się bardzo samotny. Poprosił zatem Pana,

aby ponownie wziął w swe ręce glinę i uformował dla niego

kobietę. W ten sposób Bóg powołał do istnienia Ewę. 

Po stworzeniu pierwszej pary została mu w ręku jeszcze odrobina

gliny… Adam i Ewa poprosili, by z tej resztki uformował dla niej

szczęście. Pan Bóg zmartwił się, bo sam nie wiedział dokładnie, jak 

ono wygląda. Pomyślał chwilę, po czym oddał glinę Adamowi

i Ewie, mówiąc: “Sami ulepcie swoje szczęście”. Od tamtej pory

każdy z nas sam kształtuje swe szczęście.

Wznieśmy więc toast za szczęście,

które spoczywa w naszych rękach!”

(K. Pakosińska, Georgialiki, s. 281)

Zapraszam do komentowania!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s