A jednak Paj, czyli mój tajski raj

Kiedy myślę wakacje, przed oczyma mam tegoroczne obrazki: dostojną Łabę uchodzącą z Hamburga do morza, malownicze kanały Brugii, spowite mgłą poranka jezioro Lugano, a także tajskie pola ryżowe. Odkryłam wiele miejsc, poznałam wiele nowych smaków, podziwiałam piękno natury oraz dzieła wielkich mistrzów, jednak najchętniej myślami wracam do Paj, maleńkiego miasteczka w północnej Tajlandii, mojego wakacyjnego raju.

Na zakręcie

Do Paj wiedzie kręta, górska droga z Chiang Mai. Mały bus cierpliwie pokonuje prawdziwe serpentyny, które przyprawiają mnie o  zawrót głowy i fatalne samopoczucie. Niestety, piękne widoki za oknem nie pomagają w przezwyciężeniu choroby lokomocyjnej. Po trzech godzinach jazdy z ulgą wysiadam na malutkim dworcu autobusowym w owianym legendą Paj.

nasz bus

w drodze do Paj

U stóp Buddy

W przeciwieństwie do Chiang Mai, miasta grzechu, życie w Paj płynie o wiele spokojniej. Miasteczko otulone jest zielenią gór. W powietrzu unosi się zapach jedzenia. Życie tutaj ma swój rytm, a wszystko to pod okiem spoglądającego z wysokiego wzgórza Buddy. Ruszamy na poszukiwania noclegu i po chwili bez trudu znajdujemy przytulny pensjonat, z tarasu rozpościera się widok na góry, a w pokojach czeka na nas filiżanka zielonej herbaty.

Budda

widok na Paj

w świątyni

Gdzie oczy poniosą

Wspomnienie lipcowego Paj to przede wszystkim jazda na skuterze – dokąd oczy poniosą. Niestraszny ruch lewostronny, kiedy w duszy gra wolność, spontaniczność, a przede wszystkim ciekawość. Niestraszna ulewa, kiedy siedzę schowana ze swoim skuterem tuż obok pomnika wielkiego mnicha. Jadę. Mijam pola ryżowe, słonie wiozące turystów, świątynie odstraszające “zło” poruszanymi na wietrze dzwoneczkami. Odwiedzam nawet  “wielkiego Buddę”, który z góry troskliwie spogląda na to niewielkie miasteczko.

komu w drogę, temu skuter

gdzie oczy poniosą

w deszczu

u stóp Buddy

Masaż po tajsku

A wieczorem, wzorem innych farangów (obcokrajowców)  wędruję  na tajski masaż (liczne gabinety oferują co najmniej kilka jego rodzajów). Prawdziwy jest dość bolesny.  Odziana w  specjalną “piżamkę”, obok relaksu doświadczam bólu naciąganych stawów. Najboleśniej wspominam yoga masaż, kiedy to obie z masażystką pękałyśmy ze śmiechu, gdy nie mogłam się powstrzymać przed wydawaniem jęków spowodowanych bólem naciągania mojego ciała.

Wspomnienie Paj zawsze wywołuje uśmiech na moich ustach. To był mój prawdziwy wakacyjny raj.

widok na Paj

na szczęście

w Paj

Zapraszam do komentowania!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s