10 powodów, dla których warto pojechać do Stambułu

Stambuł to, jak teraz modnie się mówi, moja destynacja numer jeden. Bodajże ośmiokrotnie odwiedzałam to miasto i nigdy nie jest mi dość, zawsze odkryję coś nowego. Nic dziwnego, wszak to ogromna metropolia. Piękna o każdej porze roku, szczególnie jednak wiosną, kiedy symbol Stambułu – tulipany – są w rozkwicie. Powodów, dla których uwielbiam to miasto, jest wiele. Ma ono dla mnie wymiar sentymentalny, nawet teraz, myśląc o urodzinowej podróży, marzę o locie  nad Złoty Róg (tak nazywa się zatoka, nad którą leży dawny Konstantynopol). Oto 10 powodów, dla których ja odwiedzam to miasto.

1. Wielokulturowość. Tutaj Wschód spotyka się z Zachodem. Nie bez powodu miasto nazywano  Okiem Świata, było ono stolicą dwóch wielkich imperiów i zawsze stanowiło wielonarodowościowy tygiel, obok siebie żyli tutaj Turcy, Ormianie, Grecy, Żydzi i Romowie. Dzisiaj mieszkają zamieszkują go przede wszystkim: Turcy, Kurdowie, Ormianie, Żydzi, Grecy i Rosjanie, których zabytki,  tradycje i potrawy można odnaleźć w różnych częściach miasta. W powietrzu unosi się także wielojęzyczny gwar.

2. Ludzie. Mieszkańcy Stambułu żyją w pośpiechu. Są bardzo serdeczni i otwarci, również na obcokrajowców. Oczywiście można przeżyć niesympatyczną przygodę, szczególnie, gdy jest się samotną kobietą, dlatego trzeba być ostrożnym. Dla mnie jednak Stambuł ma twarz Serpil, Ahmeta i Serkana, moich tureckich znajomych, dzięki którym miałam szansę poznać to miasto od środka, od mniej turystycznej strony. Zawsze pełni ciepła, pomocni i gościnni – to w Turkach cenię najbardziej.

IMAG1589_BURST002_COVER
z przyjaciółmi – Serpil i Ahmetem

3. Najlepsza kuchnia świata. Co prawda można to powiedzieć o całej Turcji, ja jednak mam swoje ulubione knajpki z najsmaczniejszymi tureckimi potrawami – są one położone w azjatyckiej części miasta – Uskudar. Warto udać się na drugą stronę Bosforu i uciec z tak popularnego Sultanahmet, by skosztować czegoś lokalnego, przygotowanego dla tubylców, a tym samym bardzo smacznego. Wspomnę tutaj oczywiście o bakłażanie, to tutaj, w Turcji, smakuje najlepiej na świecie. Więcej o tureckiej kuchni tutaj. 

4. Turecka kawa. Mocna i słodka (oczywiście słodycz zależy od gustu) – jak mówi arabskie przysłowie: “czarna jak piekło, słodka jak kobieta”. Gotowany w tygielku wywar należy doprowadzić do wrzenia trzy razy. Nowocześni Turcy korzystają w  z elektrycznych kafetier. Moja turecka przyjaciółka nawet kiedy jechała za granicę, zabierała takie urządzenie ze sobą. Cóż znaczy siła przyzwyczajenia. Rozumiem ją doskonale, bo turecka kawa bardzo różni się od tej, którą pijemy na co dzień.

IMAG1617
turecka kawa

5. Bosfor. Ile razy spoglądam na cieśninę, czuję powiew wolności. Statki, stateczki, promy, tankowce – płyną nieustannie. Nad wodami Złotego Rogu (zatoki) rozpościera się pałac Topkapi, bliżej Mostu Galata rozłożył się ogromny Meczet Sułtana Ahmeda. Wszystko to robi ogromne wrażenie, szczególnie kiedy spoglądam na budowle z promu śpieszącego na azjatycki brzeg. Piję turecką herbatę (sprzedawaną na łodzi), wiatr owiewa mi twarz, w powietrzu unosi się gwar i muzyka. Czego chcieć więcej?

6. Powiew Orientu. Spacerując po Stambule, czujemy powiew Orientu. Pięć razy dziennie słyszymy głos muezzina, który z minaretu wzywa na modlitwę. W powietrzu unosi się muzyka, jakże odmienna od naszej, a na bazarach możemy wmieszać się w śpieszący tłum lub po prostu kupić nieznane nam przyprawy.

HPIM0660.JPG

7. Zabytki. Oczywiście odwiedziłam wszystkie ważne meczety i pałace, zakręciłam nawet kciukiem w Hagia Sofii – na szczęście. Zeszłam pod ziemię do Yerebatan Sarayi, cysterny na wodę, gdzie spojrzałam na mitologiczną Meduzę, którą ktoś wieki temu postawił do góry nogami.  Uwielbiam Sultanahmet wieczorem, kiedy wszystkie ważne budowle są pięknie podświetlone. Z zabytków bardziej oddalonych od centrum lubię Rumeli Hisari, twierdzę wznoszącą się nad wodami Bosforu, którą dawniej nazywano Bogaz Kesen (Podrzynający Gardło).Legenda mówi, że w danych czasach z jednej z rumelijskich wież zrzucano niewierne żony sułtanów, zaszyte w skórzanych workach wypełnionych kamieniami.

8. Muzyka. Unosi się w powietrzu w zasadzie nie tylko w turystycznej dzielnicy Sultanahmet. Mam nawet płytę z muzyką poświęconą Stambułowi, kryje ona w sobie tęsknotę i koloryt wielokulturowego miasta, przypomina mi choćby niezwykły muzyczny wieczór, w którym brałam udział kilka lat temu w Galata Tower.

9. Pogoda. Niezależnie od tego, czy byłam tu w lipcu, kwietniu, listopadzie czy styczniu – zawsze świeciło słońce. A nawet jeśli spadnie deszcz, zawsze można usiąść w kawiarni z oszklonym tarasem i podziwiać Bosfor lub po prostu zaszyć się w którymś z licznych muzeów.

HPIM0643.JPG
wiosna w Stambule

10. Miejsca do odkrycia. Tak, jak napisałam na początku, to wielkie miasto, więc mamy gwarancję, że zawsze pozostaje coś do odkrycia. Ja na przykład wciąż nie odwiedziłam słynnej kawiarni Pierre Lotti, nie wjechałam tam kolejką linową, nie popłynęłam  na Wyspy Książęce, nie widziałam Tańca Derwiszów, nie odwiedziłam też polskiej wioski Polonezkoy. To znaczy, że powinnam zaplanować podróż nad Bosfor.

3 thoughts on “10 powodów, dla których warto pojechać do Stambułu”

Zapraszam do komentowania!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s