W parku tajemnic – z wizytą w Dobrzycy

W trakcie pobytu w południowej Wielkopolsce warto znaleźć czas na wizytę w przepięknym dobrzyckim parku, gdzie można poczuć ducha wolnomularstwa polskiego, a na dodatek odwiedzić Muzeum Ziemiaństwa.  Historia masonów owiana jest legendą, również   rytuały wolnomularzy nie są wolne od nutki tajemniczości, a nawet grozy. Więcej informacji można znaleźć tutaj. Dobrzycę z masonerią łączy  postać Augustyna… Continue reading W parku tajemnic – z wizytą w Dobrzycy

Moje krakowskie miejscówki

Pewnie jak wielu chętnie wracam do pięknego Krakowa. Każda wizyta w tym mieście przynosi nowe odkrycia miejsc, ludzi, smaków. Dzisiaj, planując kolejną wizytę w mieście Kraka, postanowiłam opisać kilka moich krakowskich miejscówek. Jak Kraków, to teatr... a jak teatr, to Słowackiego. Szczęśliwie prawie każde spotkanie z Krakowem obejmuje także element teatralny. Dzięki wycieczkom szkolnym, które… Continue reading Moje krakowskie miejscówki

O rabinie, który spełnia prośby – czyli słów kilka o krakowskim Kazimierzu oraz Synagodze Remu i jej „patronie”

Krakowski Kazimierz, dawne Żydowskie Miasto, fascynuje swoją historią i unikatowymi zabytkami. Nie każdy wie, że żydowska historia tej dzielnicy Krakowa rozpoczyna się w XV wieku, kiedy to po pogromie Żydów, król Jan Olbracht postanowił ulokować naszych starszych braci w wierze na Kazimierzu. W XVI wieku nasilające się prześladowania Żydów w Europie sprawiły, że zaczęli oni… Continue reading O rabinie, który spełnia prośby – czyli słów kilka o krakowskim Kazimierzu oraz Synagodze Remu i jej „patronie”

Zuzanno, ach, Zuzanno – czyli o “mojej” Ginczance słów kilka

Odkryłam ją kilka lat temu, kiedy w moje ręce wpadły „Wysokie Obcasy” z artykułem na jej temat, potem szukałam wszelkich dostępnych informacji o niej, gdyż wydała mi się niezwykle piękna i fascynująca. Najpełniej postać tragicznie zmarłej Zuzanny Ginczanki  (właściwie Sary Poliny Gincburg) ukazuje Izolda Kiec w monografii poświęconej poetce. Mało kto wie, że Gina była… Continue reading Zuzanno, ach, Zuzanno – czyli o “mojej” Ginczance słów kilka